Case study

Nie wierz mi na słowo. Zobacz, jak to wygląda u prawdziwych klientów.

Zanonimizowane, bo tak działa dyskrecja — ale konkretne, bo obietnice bez dowodu są warte tyle, co powietrze. Poniżej realny problem, realna diagnoza i realne wdrożenie z jednego z projektów.

100 → 5
Sto zapisów na wydarzenie. Pięć realnych rozmów.
Firma IT dla e-commerce, kilku kolejnych dyrektorów marketingu, strona-wizytówka zamiast narzędzia sprzedażowego. Reszta leadów znikała bez śladu — i nikt nie wiedział dlaczego.
Zobacz pełną diagnozę →
🔒
Case #2 — w przygotowaniu
Kolejna historia trafi tutaj wkrótce.
🔒
Case #3 — w przygotowaniu
Kolejna historia trafi tutaj wkrótce.

Kontekst

Firma IT dla e-commerce, na rynku od kilku lat, miała za sobą kilku kolejnych dyrektorów marketingu. Powtarzalny schemat: każdy nowy człowiek na stanowisku wywracał strategię do góry nogami, wymieniał zespół albo freelancerów i wdrażał własne pomysły — bez audytu tego, co już działało, a co nie. Żaden nie dotrwał na tyle długo, żeby zobaczyć skutki własnych decyzji.

Efekt kilku lat takiego marketingu: kilkaset wpisów blogowych, kilka nigdy niedokończonych lejków sprzedażowych i strona, która wyglądała jak wizytówka, nie jak narzędzie sprzedażowe. Opisy usług pisane stricte pod SEO — generyczne, wymienne z dowolnym konkurentem, nieinteresujące dla nikogo, kto akurat czyta, żeby podjąć decyzję zakupową. Firma inwestowała w SEO, w reklamy, w kolejne wydarzenia branżowe — a mimo to sprzedaż nie ruszała z miejsca, bo nikt nigdy nie zapytał, co się dzieje z ludźmi, którzy już trafiają na stronę czy zapisują się na wydarzenie.

Diagnoza

Pierwsza rzecz, która rzucała się w oczy: firma traktowała każdy zapis na wydarzenie branżowe jak gotowego, gorącego leada. Zapis → automatyczna próba umówienia rozmowy sprzedażowej. Tymczasem na jedno wydarzenie przychodziły osoby w zupełnie różnym momencie świadomości problemu:

— ktoś, kto już dokładnie wie, czego szuka, i jest gotów rozmawiać od razu;
— ktoś, kto dopiero rozpoznaje, że ma problem, ale nie ma pojęcia, jak go rozwiązać, i jakakolwiek rozmowa handlowa na tym etapie brzmi dla niego jak nagabywanie.

Obie grupy dostawały identyczne traktowanie. Wynik: 100 zapisów na jedną aktywność marketingową, 5 realnych prób kontaktu. Reszta wypalała się cicho — nie dlatego, że oferta była zła, tylko dlatego, że nikt nie był gotowy na rozmowę handlową w momencie, w którym się ją proponowało. Dział sprzedaży winił marketing o słabe leady. Marketing winił sprzedaż o brak follow-upu. Nikt nie winił procesu, który traktował 95% zapisów jak porażkę zamiast jak zasób, którym po prostu jeszcze nikt się nie zaopiekował.

Rozwiązanie nie polegało na dodaniu kolejnego formularza ani na „lepszym” CTA. Wymagało rozdzielenia dwóch grup ludzi, którzy do tej pory byli traktowani identycznie — mimo że dzieliła ich jedna, kluczowa różnica. Ta różnica i sposób, w jaki zbudowano na niej cały system pozyskiwania i ocieplania leadów — w pełnej wersji case study, zaraz pod spodem.

Chcesz zobaczyć wdrożenie i efekt?
Zostaw firmowego maila — case study odsłoni się od razu na tej stronie.
Podaj poprawny adres e-mail.
Dzięki! Case study już się odsłania…
Zostawiając e-mail, zgadzasz się na kontakt w sprawie tego case study. Administratorem danych jest Novaki sp. z o.o.

Wdrożenie

Rekomendacja nie dotyczyła „lepszego CTA” — dotyczyła rozdzielenia ścieżek już na etapie pozyskania leada:

Ścieżka szybka — osoby świadome problemu i rozwiązania trafiały od razu do kontaktu handlowego, bez zbędnych przystanków.

Ścieżka ocieplająca — osoby świadome tylko problemu trafiały do osobnego cyklu: dedykowane maile edukacyjne, treści blogowe budujące zaufanie do marki i konkretnych ekspertów w firmie, dopiero potem zaproszenie na główne wydarzenie — już z rozpoznaną marką i lepszym rozumieniem własnego problemu.

Równolegle: zdjęto z bloga treści pisane czysto pod SEO (generowały ruch, zero konwersji — czytelnik trafiał na stronę i nie wiedział, od czego zacząć), przepisano opisy wszystkich usług językiem klienta zamiast żargonem wewnętrznym, i dodano lekkie, bezpłatne narzędzia/testy dostępne bez rozmowy z handlowcem — bo klient chce najpierw sprawdzić, czy to działa, zanim zdecyduje się na kontakt.

Efekt

Strona przestała być wizytówką. Opisy usług zaczęły od razu prowadzić do działania — pobrania materiału, przetestowania narzędzia, zostawienia kontaktu — zamiast kończyć się na „zadzwoń do nas”. Leady o niskiej świadomości przestały być odrzucane i zaczęły realnie trafiać do lejka, tylko innym wejściem niż leady gorące. Baza mailowa zaczęła rosnąć z każdej aktywności, nie tylko z tych, które kończyły się rozmową od razu.

Mit, który to obala

„Każdy, kto zostawił kontakt, to gotowy lead — trzeba go tylko szybko oddzwonić.” Nieprawda. Lead ma poziom świadomości, tak samo jak ma imię i nazwisko. Traktujesz wszystkich jednakowo — tracisz większość. Nie dlatego, że produkt jest zły, tylko dlatego, że rozmawiasz z kimś, kto jeszcze nie jest gotów na rozmowę.